Sławny amerykański fotograf


Fotoreportaż wojenny jest specyficzną odmianą fotografii. Wymaga bowiem od fotografa nie tylko perfekcyjnego opanowania warsztatu i umiejętności wykorzystania swojej wiedzy w praktyce, ale uczynienia tego w ułamku sekundy. Przeanalizowania sytuacji i niemal instynktownego podjęcia decyzji w jaki sposób przedstawić całą grozę, patos i nastrój walki. Fotoreporter na froncie musi być człowiekiem odważnym, wręcz bohaterskim i nie wahać się iść z aparatem tam, gdzie inni podążąją dzierżąć w rękach broń. Zapytani kto mógłby reprezentować te cechy, większość z nas z pewnością wymieni Roberta Capę i będzie to skojarzenie jak najbardziej słuszne. Stał się bowiem Capa nie tylko twórcą nowoczesnego reportażu wojennego, ale także wyznaczył jego kanony będące punktami odniesienia dla wszystkich późniejszych.

Sławny amerykański fotograf

Endré Ernő Friedmann (bo tak się naprawdę nazywał) urodził się w 1913 roku w rodzinie budapesztańskich żydów. Od najmłodszych lat chciał być pisarzem, jednak późniejsze, coraz częstsze kontakty z fotografią sprawiły, że to właśnie z nią postanowił związać swoje życie. W 1931 r. w związku z panującym na Węgrzech reżimem rodzina Friedmannów zmuszona została wyemigrować do Berlina, gdzie Endré rozpoczął studia polityczne i pracę w ciemni agencji fotograficznej Degephot. Wtedy też otrzymał pierwsze fotograficzne zlecenia, min. wykonanie portretów wizytującego na zjeździe w Copenhadze Trockiego. Te fotografie okazały się na tyle dobre, że właściciel agencji Simon Guttman zdecydował się umieścić je na pełnej stronie. W 1933 r., kiedy do władzy doszedł Hitler, Friedmann po raz kolejny postanowił emigrować. Tym razem do Paryża - miasta skupiającego niemal całą śmietankę przedwojennego świata artystycznego. Tam też poznał między innymi Henri'ego Cartier-Bressona oraz Gerdę Taro - dwie najważniejsze dla całej jego twórczości osoby. Z Bressonem, uznanym już wtedy paryskim fotografem, stworzył po wojnie najsławniejszą na świecie agencję reporterską Magnum. Z Gerdą Taro, mającą polskie korzenie niemiecką dziennikarką i fotografką, łączył go nie tylko romans, ale co ważniejsze wspólne plany fotoreporterskie - oboje znaleźli się w 1936 roku w opanowanej wojną domową Hiszpanii, by relacjonować na bieżąco wydarzenia tamtego czasu. To właśnie wspólnie z Taro, obmyślając kształt fotograficznej kariery Friedmanna, doszli do wniosku, że o wiele lepiej będą się sprzedawać zdjęcia, jeśli powie się, że ich autorem nie jest biedny węgierski emigrant, ale sławny amerykański fotograf. Tak narodził się Robert Capa. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę - po zorganizowanej wystawie wzrosło zapotrzebowanie na jego zdjęcia.

Portret śmierci

Do wspomnianej już Hiszpanii pojechał na zlecienie magazynu VU i to właśnie tam przeszedł chrzest fotoreportera wojennego. Tam poczuł pierwszy raz zapach krwi, tam dane mu było przyjrzeć się z bliska bezwzględności wojny, jej okrucieństwom i bezsensowi zabijania. Napatrzył się na śmierć żołnierzy, ale również ludności cywilnej. Widział nędzę, głód i poniewierkę, ludzi bez dachu nad głową, tułających się bez celu i myślących jedynie o tym jak się schować. Patrząc na te wszystkie nieszczęscia wzbudził w sobie nieodpartą nienawiść do wojny i paradoksalnie, może właśnie dlatego, zdecydował się zostać fotografem wojennym - by zmagać się z nią swoją własną bronią - zdjęciami.
W Hiszpanii powstało pierwsze z wielu zdjęć Capy, które na stałe weszły do historii fotografii. 5 września 1936 r. blisko wsi Cerro Muriano był świadkiem pospolitego ruszenia, podczas którego udało mu się wcisnąć spust migawki dokładnie w momencie, kiedy kula karabinu rozdziera głowę Republikańskiego milicjanta. Człowiek ten upada do tyłu, z rozłożonych rąk wypuszcza karabin... Po latach Capa wspominał, że udało mu się w jakiś niewytłumaczalny dla niego sposób sportretować śmierć.



D-Day

6 czerwca 1944 roku o godzinie 6:25 wojska alianckie rozpoczęły inwazję w Normandii - największą w historii pod względem użytych środków operację desantową podczas II wojny światowej. W operacji wzięło udział 16 dywizji, w tym 2 pancerne, 54 tysiące różnych pojazdów, 12 tysięcy samolotów. Na 60-kilometrowym odcinku plaż w północno-zachodniej Francji zeszło na ląd ponad 130 tysięcy żołnierzy z 6500 okrętów. Wśród nich był także Robert Capa. Miał przy sobie dwa aparaty fotograficzne - średnioformatową lustrzankę Rolleiflex, którą fotografował w skąpym oświetleniu świtu, kiedy jego barka dopływała do brzegu oraz aparat małoobrazkowy Contax używany przez niego głównie po wylądowaniu. Ze względu na bardzo słabe światło musiał stosować maksymalny otwór przysłony, czego konsekwencją była mała głębia ostrości. Sytuacja, w której znalazł się Capa, zmuszała przede wszystkim do walki o własne życie. Do szaleńczego biegu, nieustannych manewrów, do padania i ukrywania się, by ujść cało z siekanej kulami broni maszynowej plaży. Gdzieś w tym wszystkim fotograf musiał jeszcze robić zdjęcia. I paradoksalnie brak warunków do fotografowania, co za tym idzie techniczne mankamenty, stanowią o prawdziwej wartości zdjęć z tamtego dnia. Wyraźne poruszenie obrazu, jasna i zamglona niejako ich tonacja stały się nie błędem fotografa, lecz atrybutem rzetelności fotoreporterskiej.





Jako ciekawostkę można dodać, że Capa tamtego dnia naświetlił 106 błon i udało mu się nie tylko ocalić własne życie, ale w stanie nienaruszonym wywieźć również sprzęt i zarejestrowany materiał zdjęciowy. Dopiero w londyńskim laboratorium, podczas obróbki negatywów susząc błony nastawiono zbyt wysoką temperaturę, co całkowicie zniszczyło emulsję światłoczułą. Ocalało jedynie osiem klisz.

Opus magnum

Po wojnie Capa uzyskał obywatelstwo amerykańskie i zamieszkał w Nowym Jorku. W 1947 roku z poznanym jeszcze w "okresie paryskim" Henrim Cartier-Bressonem oraz Davidem Seymourem, Georgem Rodgerem i Williamem Vandivertem założył agencję fotograficzną, która stawiała sobie za cel dostarczanie prasie dobrych zdjęć reportażowych oraz ochronę praw autorskich zawodowych reporterów (organizacja ta rozwinęła pogląd, że fotograf zachowuje zarówno negatyw, jak i prawa autorskie fotografii, którą zrobił). Agencja nazwana została "Magnum" i była w całości finansowana przez swoich członków, co dawało jej niezależność i swobodę w dobieraniu tamatów na zdjęcia. Magnum miała (ma, bowiem nadal istnieje i cały czas cieszy się świetną renomą) zasięg międzynarodowy - jednym z założeń jest obecność jej fotografów we wszystkich regionach świata, w których dzieją się rzeczy ważne i doniosłe, ukazywanie krzywd społecznych, niesprawiedliwości, bezsensu zabijania usankcjonowanego nawet warunkami wojennymi niezależnie, w którym zakątku globu miałyby miejsce. Robert Capa przewodniczył tej organizacji od 1951 roku.



Capa zginął 25. maja 1954 roku w Indochinach podczas dokumentowania okupacji tych terenów przez wojska francuskie. W czasie misji ewakuacyjnej i burzenia dwóch małych fortów między Namdinh a Thaibnh. Aby sportretować odpoczywających żołnierzy jednego z francuskich plutonów wszedł na zaminowane, jak się okazało, pole obok drogi. Zdążył zrobić dwie klatki.

Po jego śmierci francuska armia przyznała mu Krzyż Wojenny z Palmą Zwycięstwa. W 1955 roku ustanowiona została "Nagroda Złotego Medalu Roberta Capy", która systematycznie przyznawana jest fotoreporterom wojennym o największych zasługach.

Postać Roberta Capy stała się symbolem fotografa wojennego - człowieka odważnego, nieustraszonego obdarzonego zmysłem błyskawicznego odnajdywania w konfliktach strony "dobrej i złej" i umiejętności ich przedstawienia.





Podczas pisania artykułu korzystałem z:
Henryk Latoś, "Z historii fotografii wojennej", MON Warszawa 1985,
stamtąd też pochodzą zamieszczone fotografie.

Ponadto polecam strony:
http://www.magnumphotos.com

2006-12-31          skomentuj (1)

cywilizowanie zła.


Czy artysta opowiadający się po stronie zła, biorący udział w budowaniu imperium przemocy, negacji, gwałtu i śmierci nadal jest artystą czy może już przestaje nim być? Czy można stworzyć coś artystycznie bezbłędnego wychwalając jednocześnie niewłaściwe idee? Te i wiele innych pytań, jak nikogo innego, dotyczą Leni Riefenstahl, bowiem to ona właśnie przez swoją postawę stała się najbardziej kontrowersyjną i niejednoznaczną postacią sztuki XX wieku.

Całe jej życie nacechowane było niezwykłą determinacją i uporem, żelazną konsekwencją w realizowaniu tego, w co się angażowała. Zapoznawszy się z biografią Riefenstahl można być zdumionym w jak wielu różnych sferach życia się odnajdywała i, co ważne, odnosiła w nich sukcesy. Od najmłodszych lat uprawiała sporty - balet, gimnastykę artystyczną, pływanie. Była tancerką prezentującą własne układy na największych scenach przedwojennej Europy. Brała udział w konkursie piękności, w którym zajęła drugie miejsce, wspinała się w najwyższych górach bez asekuracji, po wojnie odbyła szereg podróży po Afryce, podczas których dokumentowała życie plemienia Nuba. W latach siedemdziesiątych, żeby zdobyć uprawnienia płetwonurka i rozpocząć karierę w fotografii podwodnej, sfałszowała metrykę, a w swoje setne urodziny wydała film zatytułowany "Impressionen unter Wasser", przedstawiający życie w oceanach. Była pisarką, malarką, aktorką, autorką scenariuszy. Jednak to zupełnie inne przedsięwzięcie odegrało kluczową rolę dla całego jej późniejszego życia, przedsięwzięcie rzucające głęboki cień zarówno na wszystkie inne jej dokonania, jak i na nią samą.

"Triumf woli", bo o nim mowa, uznawany jest za arcydzieło propagandy. Obraz ten, powstały w 1934 roku na osobiste zlecenie Hitlera, dokumentować miał zjazd NSDAP w Norymberdze. Czy jest jednak sensu stricte filmem dokumentalnym? Myślę, że gdyby tak było, nie wyróżniłby się niczym szczególnym spośród setek produkcji gloryfikujących okresloną organizację zarówno w czasach III Rzeszy jak i później, podczas Zimnej Wojny.

Wspomniany wyżej zjazd NSDAP był w istocie gigantycznym zgromadzeniem z udziałem półtora miliona osób, sprowadzającym się do nieustannego ciągu wieców, przemarszów, pokazów i parad. Cele imprezy były ewidentnie propagandowe – chodziło o wywołanie maksymalnych emocji i entuzjazmu dla głoszonej ideologii oraz osoby wodza. Film miał te efekty utrwalić i rozszerzyć na cały kraj. I na tym polega fenomen artystyczny Leni Riefenstahl - przy pomocy dostępnych jej środków (niebagatelnych jak na tamte czasy - 100 osób zatrudnionych przy produkcji, w tym 16 operatorów, specjalne wysięgniki, po których poruszały się kamery), ale przede wszystkim własnej nieskrępowanej wyobraźni udało jej się to zamierzenie zrealizować. Przedstawiona na taśmie wizja jest szalenie sugestywna i ówczesnym widzom zapewne nie pozostawiała wątpliwości, że przyszłość z Führerem jest świetlana. Muszę jednak przyznać, że i ja, oglądając "Triumf woli" po 72 latach od jego realizacji, wiedząc na jego temat możliwie wiele, znając historię Europy połowy wieku XX, dałem się złapać na pewne zabiegi konstrukcyjne. Autorka doskonale zdawała sobie sprawę z funkcjonowania mechanizmu, który rządzi ludzkimi zachowaniami. Wiedziała również jakimi sposobami wywołać określone reakcje u odbiorców.

Riefenstahl w licznych wywiadach zdecydowanie sprzeciwiała się jakimkolwiek konotacjom zarówno jej osoby jak i zawartych w jej filmach treści z polityką i nazistowską ideologią. Sprzeciwiała się oficjalnemu stanowisku Rzeszy wyrażającemu się w postulacie "Wszystko, co zdrowe, jest słuszne i naturalne, wszystko, co słuszne i naturalne, jest zarazem piękne. (...) Dekadenci próbują obwołać kiczem to, co jest naturalne, a przez to piękne." Jak sama mówiła ją interesowała raczej sztuka zdegenerowana. Trudno jest się zgodzić z jej słowami patrząc chociażby na zrealizowany przez nią w 1974 roku projekt fotograficzny pt. "The Last of the Nuba", w przedmowie którego pisze: "W Nubijczykach fascynuje mnie też ich kreatywność, potrzeba piękna, wyrażająca się w traktowaniu własnego ciała jako dzieła sztuki. Inne plemiona murzyńskie nie wytrzymują porównania z moimi kochanymi Nubijczykami". Tak więc echa kultu natury połączonego w jakimś stopniu również z kultem rasy pobrzmiewają w całej twórczości Riefenstahl, zarówno tej okresu przedwojennego, jak również i późniejszej. Ciężko jest uwierzyć, że artystka była nieświadoma zbrodniczej siły ruchu, we współtworzeniu którego aktywnie przecież uczestniczyła. Kontrowersje związane z jej osobą wynikają zwłaszcza z faktu, że nigdy nie wyraziła pełnej skruchy za okres współpracy z nazistowską władzą. Mimo iż zaprzeczała jakoby przemawiała do niej estetyka sztuki III Rzeszy, to jednak jej prace świadczą o tym, że były to kanony bardzo jej bliskie.

Czy można zatem przy ocenie Leni Riefenstahl oddzielić jej moralne wybory od drogi artystycznej, którą zdecydowała się iść? Czy jest to w ogóle możliwe, w sytuacji, kiedy obie te sfery były tak ścisle ze sobą związane. Według mnie można -- determinacja, stanowczość, konsekwencja i upór są dla mnie w sztuce wartościami niezwykle istotnymi, jeśli nie w ogóle niezbędnymi do osiągnięcia zamierzonego celu. Kwestie moralne, natomiast, są na tyle płynne i, co ważniejsze, osobiste, że ich ocena nie jest tak prosta i jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać. Pozostaje więc skupienie się na walorach artystycznych zarówno filmów Riefenstahl jak i licznych jej zdjęć, bo naprawdę są tego warte.




Przy pisaniu tekstu korzystałem z:

"Od Caligariego do Hitlera. Z psychologii filmu niemieckiego" Filmowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1958;
"Leni Riefenstahl. Pamiętniki" Świat książki, Warszawa 2003;

2006-11-16          skomentuj (2)

benedek najeżdża polskę.


ojczyzna sika po nogach z zachwytu,
obserwuje się masowe wniebowstąpienia
polityków.

2006-05-25          skomentuj (12)

masłowska- matka polka


wywiad z 2013 + świetne ilustracje bernasia.

cud miód!

2006-04-03          skomentuj (1)

niedziela przed telewizorem - quiz


06:05 Białoruś, Białoruś...;
magazyn

06:30 Tak miało być, odc. 14; serial
obyczajowy Polska 2005; reż.:
Maciej Wojtyszko, Agnieszka
Trzos; wyk: Magdalena
Czerwieńska, Anna Brulińska
/stereo/

06:55 Był taki dzień, 2 kwietnia;
felieton
/stereo/

07:00 Moliki książkowe, czyli co czytać
dziecku; magazyn

07:10 Ania z Zielonego Wzgórza,
Najlepszy partner, odc. 4; serial
animowany Kanada 2000; reż.:
Liliane Andre
/stereo/

07:40 Domisie, Przedrzeźnianie; program
dla dzieci
/stereo/

08:10 Z dalekiego kraju; film
biograficzny Polska - Wielka
Brytania - Włochy 1981; reż.:
Krzysztof Zanussi; wyk: Sam
Neill, Christopher Cazenove

10:30 Transmisja mszy św. z Sanktuarium
Bożego Miłosierdzia w Krakowie
Łagiewnikach
/program na żywo/

11:25 Między ziemią a niebem; magazyn
/program na żywo/

12:00 Anioł Pański
/program na żywo/

12:15 Między ziemią a niebem; magazyn
/program na żywo/

12:55 Był taki dzień, 2 kwietnia;
felieton
/stereo/

13:00 Wiadomości
/program na żywo/

13:10 Wywiad i opinie - wydanie
specjalne; program publicystyczny
/program na żywo/

13:45 Noce i dnie, Wiatr w oczy, odc.
2; film obyczajowy Polska 1975;
reż.: Jerzy Antczak; wyk: Jadwiga
Barańska, Jerzy Bińczycki

15:50 Życie i czasy Jana Pawła II, odc.
2; film dokumentalny Kanada 2003

16:45 Jan Paweł II, Z dalekiego kraju,
odc. 1; program dokumentalny

17:00 Teleexpress
/program na żywo/

17:20 Jan Paweł II, U celu drogi, odc.
2; program dokumentalny

17:30 Tulczyn w rok po śmierci naszego
Papieża
; telenowela Polska 2006;
wyk: Włodzimierz Matuszak,
Katarzyna Łaniewska
/stereo/

18:05 Od przedszkola do Opola, Ulubione
piosenki i pieśni Jana Pawła II
/stereo/

18:40 "Nie mogę uciec od ludzi", Jana
Pawła II wspomina sekretarz
papieski ks. prałat Mieczysław
Mokrzycki; kościół i religia

19:00 Wieczorynka, Nowe przygody
Kubusia Puchatka, odc. 5

19:30 Wiadomości
/program na żywo/

20:10 "Szukałem Was, a Wy przyszliście
do mnie
" - pierwsza rocznica
śmierci Jana Pawła II; widowisko
Polska 2006
/program na żywo/

21:55 Pan Wołodyjowski, odc. 2; film
historyczny Polska 1968; reż.:
Jerzy Hoffman; wyk: Tadeusz
Łomnicki, Magdalena Zawadzka

23:20 Uczta kinomana: Wybrzeże
moskitów; dramat obyczajowy USA
1986; reż.: Peter Weir; wyk:
Harrison Ford, Helen Mirren
/stereo/

01:15 Kolekcja kinomana: Requiem;
dramat obyczajowy Polska 2001;
reż.: Witold Leszczyński; wyk:
Franciszek Pieczka, Anna Milewska
/stereo/

02:40 Był taki dzień, 2 kwietnia;
felieton
/stereo/


***


QUIZ - z programu Telewizji Publicznej wybierz pozycje ukierunkowane światopoglądowo.

2006-03-30          skomentuj (2)

moja teczka


magnetofon
bzi bzi tego nie lubi
paralaksa
zapachy miasta
bar mleczny
fotortura
unterwegs

ychy ychy stary men!

pomóż bajce !
personel

ordynator Krewki-Gburski
oddziałowa Junge
sanitariusz Szorstky
sanitariusz Polkowicki
sanitariusz Grad
sekretarka Lśniąca-Ślina

zakład

stołówka
fasada
wizyty domowe

air
irlandia

bikersgirl
radziecki termos

from japan

espanola
hal

polsko-český

nienarodzone
stenogram

2006
grudzień
listopad
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
chill out

opt
fost

dobrá adresa
rita baum
meble
bohema
ha!art
arytmia
poema
katalog czasopism

jára cimrman

henry miller
charles bukowski
l.f. celine
robert coover
dofinansowanie

już niedługo nowe, wspaniałe przedmioty ;)
© bb '02 '03